BillMcGaughey.com

do: kandydata na polityke

 

W obronie bycia wieloletnim kandydatem

Od czasu, gdy prowadze do urzedu publicznego piec razy w ciagu dziewieciu lat i stracilem za kazdym razem szerokie marginesy, jestem znana w handlu jako "wieloletni kandydat". To nie jest pochlebny termin. Wydaje sie, ze jestem kims, którego ego przewyzsza jego mozliwosci. Calkowicie stracilem kontakt z rzeczywistoscia, jesli mysle, ze moge wygrac wybory na senat lub prezydenta Stanów Zjednoczonych w Stanach Zjednoczonych. Myslalem, ze jestem albo glupcem, albo szalencem.

Moze to byc przesadzenie sprawy. Nie, jesli bede biegac wysoko w biurze przed wyjatkowo dlugimi kursami, niekoniecznie oczekuje zwyciestwa w wyborach. Dlatego nie oszukuje siebie. Prowadze z powodów innych niz zwyciestwo w wyborach. Innymi slowy, jestem zdrowy.

Mieszkajac w Minnesocie, mialem okazje spotkac sie z archetypowym "wieloletnim kandydatem": Haroldem Stassenem. Stassen, jak wiemy, wielokrotnie przebiegal do Prezydenta z niewielka szansa na zwyciestwo po jego karierze jako prezydenckiej perspektywy osiagnal szczyt w 1948 roku. Ludzie smiali sie z niego. Ale rzeczywiscie jego osiagniecia byly wieksze niz wiekszosc prezydentów. Stassen mial jedno duze marzenie: ONZ. Byl jednym z niewielu osób najbardziej odpowiedzialnych za stworzenie tej organizacji. Szanujemy osoby podpisujace Deklaracje Niepodleglosci lub Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Powinnismy tez szanowac Harolda Stassena, który jest sygnatariuszem Karty Narodów Zjednoczonych. Stassen wielokrotnie biegl w biurze, poniewaz powiedzial, ze nadal ma cos do powiedzenia.

Byl tez inny czlowiek, którego bym nie spotkal, gdyby nie ubiegal sie o urzad po swoim politycznym poczeciu. Byl senatorem Unii Europejskiej Eugene McCarthy. Poznalem McCarthy w 1982 roku, kiedy wrócil do Minnesoty, aby rozpoczac prace w DFL dla Senatu. McCarthy stracil podstawe do Marka Daytona, ale dzieki wspólnym zainteresowaniu krótszym tygodniem pracy stalam sie jego przyjacielem. Szanuje McCarthy, mimo ze byl "wieloletnim kandydatem". To byl czesc jego charakteru, aby biegac w biurze przed dlugimi kursami i mistrz niepopularnych powodów. Za to podziwiam Eugene McCarthy.

Dobrze nastawieni ludzie czasem radza mi ubiegac sie o bardziej realistyczne biuro. Poniewaz biuro lapacza psów nie istnieje, a co z przedstawicielami panstwa, Rada Miasta lub Zarzadem Parku? A moze chodzi o demokrate lub republikanów, a nie jako kandydata osób trzecich? Zamiast tego Don Kichot przechylil sie na niemozliwych wyzwaniach, móglbym wtedy cos wygrac. Znam kobiete, która byla wieloletnim kandydatem, który przegrywal, dopóki nie pobiegla do biura komisarza okregu konserwatorskiego w Ramsey, a nastepnie zaczela zdobywac wybory. Dlaczego nie podazac za jej przykladem?

Jednym z powodów jest to, ze nienawidze siedziec przez dlugie spotkania. Nie chce wygrac wyborów, gdybym siegnal po bardziej "realistyczny" urzad. Moglem wówczas czuc sie moralnie zobowiazana do sluzenia moim terminem. Posiadanie urzedu publicznego ma swoje wady. Musisz zwracac uwage na nudne szczególy administracji publicznej i znosic czasami bezsensowna krytyke ze skladów, niekoniecznie majac zdolnosc do osiagniecia tego, co chciales zrobic.

Jesli wyobrazam sobie, ze zostalem wybrany, na przyklad, do Senatu USA, bylbym jednym z setek senatorów, z których wiekszosc potrzebowalaby przejsc projekt ustawy. Potem potrzebna jest wiekszosc z nich w Izbie Reprezentantów, aby przeslac do prezydenta projekt ustawy przekazanej przez obie izby, a my musielibysmy potrzebowac podpisu prezydenta, aby projekt ustawy stal sie prawem. To nie ja sam mialbym duzo mocy.

Ponadto, jesli bylbym demokrata lub republikaninem pelniacym sluzbe w Kongresie, bylbym czescia systemu uszkodzonego przez specjalny interes. Potrzebuje mnóstwa pieniedzy na kampanie wyborcza i, aby podniesc te pieniadze, musialbym sprzedac swój glos do ludzi, którzy finansowali moja kampanie. Poniewaz to glównie silne grupy interesów, które finansuja kandydatów na polityke, musialbym byc obronca status quo, jesli chcialbym wygrac wybory. Co zrobic, jesli pobieglem byc agentem zmian - kims, kto sprostaloby temu skorumpowanemu systemowi? Prawdopodobnie nie wygram.

Dlatego wygrywajace wybory nie sa czyms, co sie dzieje. Jasne, ze mialbym natychmiastowy dostep do wladzy. Zarobilbym znacznie wyzsze wynagrodzenie niz to, co mialem wczesniej. Po sprawowaniu urzedu publicznego móglbym zabijac jako lobbyste. Moje zmartwienia finansowe bylyby przeszloscia. Ale jestem idealizmem, który przeciwstawia sie temu. Chce poprawic spoleczenstwo, a nie mleko. W dzisiejszym srodowisku politycznym istnieje sprzecznosc miedzy byciem idealista a zwycieskimi wyborami.

Kiedy w 2003 r. Pobieglem na prezydenta, pisze sie do mnie pewien dziennikarz w Pittsburghu: "Pewne klopoty za zbyt duzo pieniedzy i czasu na marnowanie szukaja nominacji na prezydenta w 2004 r. Nie Joe Lieberman, Dick Gephardt, John Edwards, John Kerry ..... Spróbuj Bill McGaughey z Minneapolis. Nigdy o nim nie slyszalem? Szkoda. Wedlug jego swietnego pakietu literatur w kampanii, który w jakis sposób trafil do Pittsburgha, jest on przekwalifikowany ... Zdjecie McGaughey wyglada dobrze. zadne anteny nie sa widoczne. Jesli chcesz wziac udzial w jego krucjatce prezydenckiej, bedzie on marszal w sródmiesciu Des Moines w stanie Iowa, dzisiaj ".

Przypuszczam, ze z punktu widzenia pisarza politycznego gazety, to irytujace, ze ktos ma biegac w biurze bez powazniejszej szansy wygrania. Dziennikarze omawiaja kandydatów, poniewaz jeden z nich moze wygrac i stac sie czescia rzadu. Czy to mnie "zlowieszczy"? Czy marnuje czas reportera w biurze? To zalezy mu od odpowiedzi; Ale chcialbym powiedziec, ze istnieje powazne podejscie do moich wyborów. Pozwole sobie wyjasnic.

Zaczynamy od zalozenia, ze ??nasza polityka jest zepsuta. Amerykanie sa zdemoralizowani, poniewaz ich przywódcy regularnie zdradzaja interes publiczny. Opcje dla osób chcacych zaskarzyc system sa ograniczone. Wiekszosc krytyków systemu fotelowego, którzy siedza i narzekaja. Sa skutecznie unieruchomione. To nie jest warte wysilku, aby plywac pod prad, wiekszosc ludzi mysli.

Zamiast stac sie cynicznym lub pasywnym agresywnym, wole dzialac. Niezaleznie od rezultatu, podejmujemy inicjatywe, czujac poczucie wlasnej wartosci. Uwazam, ze kazdy obywatel Stanów Zjednoczonych ma co najmniej jeden sposób skutecznego dzialania: mówic z osobistego przekonania lub doswiadczenia w dazeniu do powiedzenia prawdy. Opowiedzenie osobistej historii jest potezne. Nie moze to miec natychmiastowego efektu, ale jesli wystarczajaco duzo ludzi zacznie mówic, co uwazaja za prawde, opinia publiczna ulegnie zmianie. To jest glówna przyczyna zmian politycznych.

Wierze zatem, ze najwazniejsza zmiana ma miejsce tutaj, wsród ludzi, a nie w rzadzie. Zmieniamy opinie publiczna na bardziej wsród obywateli, niz przez wybieranie obieralnych urzedów. Tak wiec, jesli jest to prawdziwa zmiana, która chcemy (a nie tylko zmiany wlascicieli biur), najlepsza okazja jest rozmowa z ludzmi i podzielenie naszych pogladów. To, co czynili kandydaci w kampaniach. Dlatego tez proces kampanii sam przyczynia sie do procesu zmian, nawet jesli kandydat nie wygra wyborów.

Teraz, oczywiscie, ludzie moga mówic skutecznie bez bieglosci w wyborze biura. Ale bieganie w biurze daje komus platforme. Stawia kandydatów w role, która inni moga zrozumiec. Kandydat ma rozmawiac o kwestiach majacych wplyw na wieksze spoleczenstwo. A poniewaz zawsze istnieje szansa, ze ??moze wygrac, ludzie powaznie traktuja te rozmowy. Kandydaci polityczni zakladaja natychmiastowa tozsamosc, która uprawnia do mówienia o wiekszych pytaniach. Kolejna zaleta jest to, ze wybory maja wyrazny punkt odciecia, po którym kandydaci moga wrócic do poprzedniego zycia. Moga biegac w biurze, a potem robic inne rzeczy. Moga sie nagle zrzucic ciezary kampanii.

Dlatego, kiedy bede kandydatem na polityke, zakladam jasny zbiór zadan. Moje cele sa jasne. Staram sie zdobyc jak najwiecej glosów w czasie kampanii. Moge sobie radzic i uzywac strategii. To staje sie jak gra. Gry sa zabawne, a wiec sa kampanie dla urzedu publicznego. Zanurz sie w doswiadczeniu i jestem czescia mojej spolecznosci. Doswiadczenie moze byc wyczerpujace; Ale czy nie jest to, co ma byc zycie? Zwyciestwo to nie wszystko.

Jest inny powód, dla którego prowadze biuro publiczne. Jestem pisarzem. Lubie rozwijac pomysly. Czesc tego procesu wymaga umieszczania pomyslów na papierze. Proces jest jednak niekompletny, chyba ze inni przeczytaja, co autor pisal i dostarczyl uzytecznych informacji zwrotnych. Wybory do urzedów panstwowych tworza taki mechanizm otrzymywania informacji zwrotnych. Poniewaz poeci potrzebuja odczytów poezji, aby zaprezentowac swoje utwory prawdziwej publicznosci, ludzie o politycznych i spolecznych pomyslach potrzebuja kampanii wyborczych do przekazania swoich pogladów osobom z róznych dziedzin. Spelnia proces pisania.

Wygrac lub zgubic, kandydaci polityczni wiedza, gdzie stoja, gdy glosowali. Gdzie indziej mozna znalezc taka opinie? Stopniowo kandydat pisarza zmienia swoje poglady na bardziej realistyczne. Kandydat staje sie zaznajomiony z postawami wsród spoleczenstwa i ma lepsze poczucie tego, co ludzie zaakceptuja. Utraty kampanii dostarczaja tej lekcji, a takze zwycieskich. Jako osoba idei staje sie mniej izolowana w swoich pogladach.

Musze jednak powiedziec, ze przez lata stalem sie mniej zainteresowany ideami i bardziej zainteresowanymi doswiadczeniem. W kazdej z kampanii jest wyjatkowa opowiesc. Zdalem sobie sprawe, ze mam duze zainteresowanie opowiadaniem historii. Jesli sam przeprowadzam kampanie polityczna, znam wszystkie szczególy kampanii. Z wspomnien doswiadczenia moge opanowac historie. Staje sie artysta uwaznym i uczestnikiem kampanii.

Kiedy pobieglam na prezydenta w pierwotnym demokratycznym Luizjanie, opowiesc dotyczyla wizyty w nowym panstwie i zwiedzania zabytków. Napisalem ksiazke "O wyborze w Luizjanie", która byla rodzajem wspomnien o miejscach, które odwiedzilem. Kampania wymagala przejechania calego panstwa do biura gazet. Bylem turysta z licencja na rozmowe z redaktorami gazety. Dzisiaj pamietam, ze przed Katrina Louisiana byla niemal magicznym miejscem, gdzie bylem kiedys.

Gdy na przyklad 9-ty okreg przeszedl pod wode, móglbym osobiscie nawiazac kontakt z ta czescia Nowego Orleanu, która znajdowala sie po drugiej stronie kanalu. Pamietam, jak to zrobilem po rak rysowanej szkicowanej przez redaktora Bernarda Glosu, pokazujacego mi, jakie ulice z Arabi dotra do nastepnego spotkania po drugiej stronie sródmiescia. (To przecial mój czas jazdy o co najmniej polowe) Pamietam popoludnie po przejsciu przez rzeke na ulice St. Claude, która nastepnie staje sie ulica Rampart, w poblizu miejsca zaparkowanego na parade Mardi Gras.

Kiedy niedawno pobieglem na Kongres w V dzielnicy Minnesota, a nastepnie na burmistrza Minneapolis, doswiadczenia byly inne. Byla jedna gazeta o dominacji politycznej i juz zaznajomiona z terenu. Tutaj historia miala do czynienia ze szczególnymi wyzwaniami: jak moja kampania w Kongresie moglaby skorzystac z Republikanskiej Konwencji Narodowej? W wyscigu burmistrza, jak moja rola jako dzialacza wlasciciela domów dotyczy mojej kandydatury? Czy glosowanie wyborów wyborczych mialoby wplyw na wybory?

W dwóch lokalnych kampaniach równiez interakcjonowalem sie z innymi kandydatami. Byly sojusze i fronty opozycji. Jak zawsze byl problem pozyskiwania mediów. Ulice i dzielnice, w których odwiedzalem sklepikarzy lub rozproszona literature, przyjely pewna osobowosc, jaka miasta i miasta zrobily w kampanii w Luizjanie.

W przeciwienstwie do wiekszosci innych kandydatów politycznych, sledzilem kazda kampanie, piszac historie, podczas gdy wydarzenia byly swieze. Próbowalem umiescic tyle osobistych szczególów, ile moglem w tej historii, aby czytelnicy mieli natychmiastowe poczucie kampanii. Do tej pory opowiadalem historie o dwóch kampaniach opublikowanych w ksiazkach (pózniej w internecie), a dwie inne kampanie maja historie na stronach internetowych uzywanych przez kampanie. W kazdej kampanii jest rekopis o dlugosci ksiazki.

Teraz rozumiem, ze jesli chce tworzyc historie, dziennikarze polityczni mieliby prawo sie zla. Nie bylbym "powaznym" kandydatem, który mial realna szanse na zwyciestwo, ale "zejsciem", który robil to dla wlasnej rozrywki. Nastepnie, gdy zostanie wysmiewany, przyjdzie teren. To jest cena dopuszczenia do tej gry.

Ale znowu moi potencjalni krytycy moga zawyzac sprawe. Jak mówilem, bieglem w urzedzie, aby wprowadzic zmiany. Chce byc aktywnym, a nie biernym obywatelem w obliczu naduzyc rzadu. Kiedy rozmawiam z wyborcami podczas kampanii lub kiedy ludzie przeczytali moje pisemne sprawozdanie z kampanii, przekazuje komunikacje polityczna, która prawdopodobnie moze miec wplyw na opinie publiczna.

Chcialbym, aby inni robili to samo, niezaleznie od tego, czy sa "stalymi", czy tylko sporadycznymi kandydatami. Gdybysmy mieli wiele osób mówic o sprawach o znaczeniu dla spolecznosci, stworzyloby to kult otwartej ekspresji. Pozostaloby jeszcze odwage, aby mówic swoim umyslem.

Bardzo potrzebujemy kultury otwartej ekspresji politycznej, z ludzmi bez strachu rozmawiajac ich umysl, jesli tylko zachecamy niesmialych do poswiecenia nam odwagi. Nastepnie w kabinach wyborczych pojawi sie znaczna liczba wyborców, aby oddac glosy. Kiedy rozpaczy sie uczucie beznadziejnosci, Amerykanie moga odzyskac swój rzad.

do: kandydata na polityke

 

Kliknij, aby przetlumaczyc na:

Angielski - Francuski - Hiszpanski - Niemiecki - Portugalski - wloski

Uproszczony Chinski - Indonezyjski - Turecki - holenderski - Rosyjski

 

PRAWA AUTORSKIE 2017 THISTLEROSE - WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEzONE
http://www.BillMcGaughey.com/perennialcandidatej.html